«

»

lut
08
2012

List do Kochanka

List do Kochanka

Minęło już tyle lat, odkąd tańczyliśmy tę piosenkę… There’s nothing like the rain… Ten taniec to był pretekst, żeby móc się dotknąć podczas oficjalnej imprezy, na której byłam przecież z nim.

Chyba nigdy tak naprawdę ze sobą nie byliśmy… Oficjalnie – tylko tydzień, podczas którego tęskniłam wcale nie za tobą, ale za moim mężem. Dopięłam swego i zaspokoiłam apetyt, ale to nie ciebie kochałam naprawdę.

Jednak to właśnie z tobą, a nie z mężem przeżyłam najbardziej romantyczne chwile, takie cudowne młodzieńcze szaleństwa, które pamięta się do końca życia. Jak to, kiedy wracaliśmy do domu w letnią, parną noc, ciągle nie mając siebie dosyć. Była piąta rano, a ty zapukałeś do pobliskiej piekarni i wyprosiłeś dla nas pachnący, gorący bochenek chleba. Twój dar przekonywania był niezawodny. Chociaż pewnie powinnam powiedzieć: twój urok osobisty… który działał przecież na mnie.

Tak, to prawda, nie można mieć wszystkiego, ale był taki czas, kiedy wydawało mi się, że właśnie to osiągnęłam. Zdradziłam sama siebie, bo wierzyłam w nieskalaną pokusą monogamiczną miłość. W tej romantycznej, idealistycznej dziewczynie, jaką byłam nagle obudziła się femme fatale… Bo kiedy już przekroczysz tę nierealną granicę, kiedy poznasz smak pocałunku z innych ust, to nic już nie jest takie samo. Nie da się zapomnieć słodko-gorzkiego smaku zdrady…

Chciałam mieć ciebie i jego, męża, jednocześnie. Zuchwałość tej myśli nie docierała do mnie w pełni… Chciałam i przez kilka miesięcy miałam, sama dziwiąc się, że obaj tak długo znosicie tę sytuację. Seksualna władza uderzyła mi do głowy jak zbyt szybko wypite wino.

Ach, a przecież naprawdę wtedy po raz pierwszy w życiu się upiłam – z rozpaczy, że mąż próbuje mnie z tobą rozdzielić. Piłam dalej, gdy wracaliśmy pociągiem spod namiotów, a on, mój przyszły mąż, kochał mnie do tego stopnia, że wybaczył mi nawet to, chociaż wiedziałam, że nie znosi pijanych kobiet.

Ale to jeszcze nie był koniec tej historii… Podwójne gesty, podwójny język w ustach, podwójna miłość przyprawiona smakowitą świadomością grzechu… Nie zdawałam sobie  sprawy, jak bardzo ryzykuję: mogłam stracić ukochanego. W sierpniową, upalną noc, wprost z twoich ramion, wycałowana przez ciebie ukradkiem przy płomieniu ogniska, wpadałam w jego ramiona. Pod czerwoną płachtą namiotu mścił się na mnie za jawną zdradę. Usiłował cię ze mnie wytrzebić mocnymi pchnięciami, tak stanowczymi jak jeszcze nigdy dotąd. Chciał mną zawładnąć, uczynić uległą w tej zwierzęcej, samczej pozycji na klęczkach. Zazdrość obudziła w nim mężczyznę.

Wtedy miałam jeden z najlepszych orgazmów w życiu. Krzyczałam nie troszcząc się o nikogo. Na pewno słyszałeś mój krzyk… Może nawet biłeś pięścią w ziemię z bezsilnej złości. A ja tymczasem tonęłam w błogim szczęściu pomiędzy tobą a nim. Obydwaj naraz, obaj tak skrajnie różni,  tworzyliście mojego mężczyznę idealnego…

Teraz patrzysz na mnie bezbarwnie, bez dawnego ognia, zupełnie tak jakbyś nie dostrzegał tych wszystkich miejsc, które kiedyś pieściły twoje palce. Powinieneś być mi wdzięczny: to ja dałam ci poznać smak kobiety, nauczyłam całować… Byłeś bardzo pojętnym uczniem, w twoich ustach była pasja i obietnica, i ta czułość, której nigdy nie zaznałam w pocałunkach męża…

Zaczynam widzieć cię chłodno. Dostrzegam twoje wady, zwłaszcza te irytujące. Nie myjesz rąk po wyjściu z łazienki, nie znoszę tego. To kwestia higieny. Mój mąż o tym wie. Mój mąż nigdy by tak nie postąpił. Ma inne wady…

Za dużo żartujesz. Zwłaszcza ze mnie. Wiem, że chcesz mnie upokorzyć i obezwładnić za to jak cię wykorzystałam. Żebym już więcej nie miała władzy nad tobą… A może wciąż ją mam i dlatego to robisz? To twoja obrona przed modliszką…

Wiem, że płakałeś przeze mnie… Wiem, że bawiłam się tobą… Mój temperament i twoje złamane serce to nie był dobrany duet. Przecież wiedziałeś, że go nie zostawię! Sam jesteś sobie winien! Chciałeś mnie mieć, chociaż nigdy nie byłam twoja…

Podczas naszych obecnych spotkań nie ma śladu po dawnym żarze namiętności… Ciągnęło nas do siebie w magiczny sposób. Powiedziałeś kiedyś, że się zwąchaliśmy, bo chemia wiązała  tak silnie nasze zapachy…

Teraz tylko oficjalnie i ostrożnie muskasz w przelocie mój policzek, po koleżeńsku ściskasz rękę. Mój mąż i twoja żona są tak wspaniałomyślni i szlachetni… Zdają się niczego nie pamiętać, chociaż naszą czwórkę łączy długa przeszłość. Twoją żonę znam dłużej niż ciebie, w dzieciństwie była moją najlepszą przyjaciółką. I to ona pocieszała cię po moim odejściu, kiedy wróciłam do niego.

Podobno byłam okrutna, podobno bawiłam się tobą. Ale cóż – pozwalałeś mi na to… Egoistyczna suka – to właśnie ja. Byłeś moim skokiem na bungee, moim dreszczem ryzyka. Właściwie możesz sobie pogratulować – byłeś moją pierwszą ofiarą, ofiarą kobiety drapieżnej. Stworzyłeś wampirzycę.

———————————

(na zdjęciu: Anais Nin)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany.

  • Facebook
  • GoldenLine
  • LinkedIn
  • Nasza Klasa
  • Grono
  • Blip
  • Twitter
  • YouTube