«

»

lut
25
2012

Pornografia: erotyka spuszczona ze smyczy

Odpowiedź na pytanie o pornografię oczywiście nie jest prosta, jednak jej poszukiwanie jest fascynujące. Najprościej będzie, jeśli wyjdę od definicji: ze Słownika erotyzmu Camilo Jose Celi, którą tutaj skrótowo zreferuję. Otóż etymologia słowa to greckie porne (prostytutka) i grafo (pisać). Pierwotnie był to traktat na temat prostytucji oraz w drugim znaczeniu: obsceniczny charakter dzieł literackich, plastycznych itp. Jako słowo uczone pojawia się po raz pierwszy w języku francuskim w 1969 roku w tytule dzieła R. de la Bretonne’a Pornograf. C. J. Cela uwzględniając problematyczność zjawiska przywołuje stwierdzenie D. H. Lawrence’a, który pisze, że definicja pornografii zależy wyłącznie od indywidualnego podejścia, „gdyż to, co dla jednej osoby może być pornografią, dla kogoś innego stanowić może uśmiech geniusza.”  Cela podkreśla, że pornografia nie istnieje poza wzrokiem i umysłem osoby oglądającej i z jej punktu widzenia jest tym, co zakazane, a nie tym, co dozwolone, zaś odniesienie do dobrego czy złego gustu jest zawsze czysto subiektywną oceną danego dzieła. Cela stawia też pytanie czy ktokolwiek ma prawo uzurpować sobie prawo do podejmowania decyzji w imieniu innej osoby w kwestii: co jest do przyjęcia, a co już nie jest. Cela odrzuca na koniec argumenty moralistów i przytacza przykład Danii, jako kraju, w którym znacznie zmniejszyła się liczba przestępstw seksualnych, czego przyczyną ma być uwolnienie w tym kraju pornografii od wszelkich restrykcji prawnych.

Myślę, że warto spróbować zestawić pornografię z erotyzmem i zastanowić się nad różnicą bądź tożsamością obu pojęć. Cela pisze, że wg Słownika Królewskiej Akademii Hiszpańskiej jest to namiętność miłosna, zaś on sam zdefiniowałby go jako apetyt miłosny. Erotyzm ma być więc podnieceniem i sublimacją instynktu seksualnego, nie zawsze związanego stricte z seksem (!). Cela podkreśla bliskie związki erotyzmu z religiami, sztuką i wszelką myślą ludzką, a zarazem stwierdza, że jest on tak naprawdę tylko wewnętrznym przeżyciem człowieka, jego sposobem wyrażenia pożądania, własnego libido oraz największą z iluzji, czyli potrzeba miłości.

Traktując obie definicje Celi jako pewien drogowskaz i punkt wyjścia chciałabym odnieść się do jej poszczególnych składników. Trzymając się ściśle etymologii zwracam uwagę na fakt, że paradoksalnie pornografia wyrasta pierwotnie z literatury, a nie ze sztuk wizualnych (sic!). (Nagość zaczyna się od twarzy, a bezwstyd od słów. – Simone de Beauvoir) Wiąże się zatem dużo bardziej ze słowem pisanym i z wyobraźnią, niż z podaną na tacy nagością. Bo czy uznajemy za pornograficzne np. dostojne greckie posągi prezentujące bez ogródek nagość męską i kobiecą? A anatomiczne ryciny ludzkiego ciała w przekroju – czy są w stanie kogokolwiek podniecić? A zawstydzić? Bo pornografia podnieca, a przez to zawstydza, ujawnia naszą intymność, przejmuje nad nami kontrolę, steruje nami.

Dalej Lawrence: symptomatyczne, że po raz kolejny przekonujemy się, że geniusz może czaić się w tym, co „obrazoburcze”, „wulgarne”, „łamiące normy”, a nie w tym, co grzeczne, dostosowane do norm, przewidywalne. Oceny moralistów na gruncie sztuki są zawsze subiektywne, bo tak naprawdę obiektywizm jako taki nie istnieje (casus D. Nieznalskiej). Poza tym mierzenie sztuki miarką etyki i moralności jest takim samym nieporozumieniem jak postulaty literatury tendencyjnej czy sztuki socrealistycznej. Sztuka to wolność myśli.

W zestawieniu z erotyzmem odkrywamy kolejny aspekt zjawiska: pornografia jest jak erotyka spuszczona ze smyczy, jej kwintesencję stanowi upublicznienie, zwerbalizowanie, pokazanie tego, co prywatne, wewnętrzne, indywidualne. Pornografia to taki erotyczny fast-food – nikt się otwarcie nie przyzna, ale wszyscy konsumują :-) Pornografia jako szybkie i proste skonsumowanie własnego pożądania. Dzięki temu przecież kwitnie cały przemysł pornograficzny (erotyczny?) od zdjęć i „świerszczyków” aż po niewybredne filmy a na zabawkach erotycznych kończąc. Przychodzi mi do głowy, żeby zmodyfikować reklamę serka Danio z sympatyczną maskotką Małego Głoda. Np. taki sloganik: „Dopadł cię mały głód? Sięgnij po nasz najnowszy wibrator!”

To banał, że wątki erotyczne są w kulturze wszechobecne i że nie da się z nich kultury i sztuki wykastrować. To banalne, ale prawdziwe do bólu. I zaskakujące pewnie dla wielu tzw. prostych ludzi, że pornografia tak ściśle związana z prostytucją wyrasta (by zajrzeć w zamierzchłą historię) właśnie z religii, która obecnie uważana jest za jej niemal oczywistą opozycję. Mam na myśli nie tylko rozerotyzowane mitologie greckie, hinduskie i innych narodów, ale rytualną prostytucję świątynną przywołaną np. w Gilgameszu. A swoją drogą czyż jedną z najbardziej erotycznych rzeźb nie jest np. barokowa Ekstaza św. Teresy Berniniego?   :-)

 W moim odczuciu pornografia to także władza. Powszechnie kojarzy się ją z instrumentalnym traktowaniem ciała oderwanym od osoby, takim ciałem bez twarzy, ale jak najbardziej ciepłym, miłym w dotyku, no i oczywiście posłusznym. I tu w libido zamieszane są już stosunki i hierarchie społeczne. Dlatego sytuowałabym pornografię na styku (zderzeniu?) takich zjawisk jak patriarchat, gender, mizoginia, a nawet histeria. Bowiem podłożem będzie tu zarazem męskie pożądanie kobiecego ciała, a zarazem strach przed nim i przed
kobietą w ogóle, jako tą, która od wieków jako drapieżna femme fatale wodzi na pokuszenie, manipuluje i przejmuje kontrolę nad pożądającym jej mężczyzną. A tymczasem w pornografii układ między pożądanym a pożądającym jest prosty: pożądający ma władzę nad obiektem pożądania – może go skonsumować (skojarzenia z kopulacją modliszek i pająków jak najbardziej słuszne!), może nim wzgardzić, odtrącić, może go wykorzystać, może posiąść nie konsumując, może dać się skonsumować, dać sobą wzgardzić – słowem miliony kombinacji na zawołanie.

Na deser powrót do źródeł, czyli smakowity cytat ujawniający głębokie związki pornografii (erotyki?) i literatury. Ja się pieprzę z każdą książką, a jeżeli nie zostawiam na niej śladu, to znaczy, że nie mam orgazmu.” (Brauer o podkreślaniu i pisaniu na marginesach) – Carlos Maria Dominguez, Dom z papieru.

Pornografia, czyli pisanie o nierządnicach odsyła do płciowego zabarwienia tego pojęcia, a dokładniej rzecz biorąc, do li tylko męskiego punktu widzenia; kojarzy się z ciałem kobiety, a nie z ciałem człowieka w ogóle. Dlatego ze swej strony chciałabym dorzucić także spojrzenie z perspektywy feministycznej – ale to już w kolejnym poście w tej kategorii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany.

  • Facebook
  • GoldenLine
  • LinkedIn
  • Nasza Klasa
  • Grono
  • Blip
  • Twitter
  • YouTube