«

sie
03
2012

Zemsta

Zemsta

Znowu to zrobiłeś! Dlaczego? Dlaczego wciąż mnie odrzucasz, wciąż odtrącasz?! Kiedy to robisz, nienawidzę cię tak bardzo, że chciałabym zabić!!! We włosach mam dzikość, a w pięściach gniew, bolesny głód ciała wzbiera we mnie pianą wściekłości; i chciałabym cię zniewolić, zdobyć, zdominować!!! Chciałabym cię zgwałcić, uczynić uległym i błagającym o jeszcze! Sprawić, żebyś wył z tęsknoty za moim ciałem i słaniał się z głodu, żebyś był chory z żądzy i  żebyś wiedział, że tylko ja jedna, i żadna inna kobieta, jestem dla ciebie lekarstwem.

Tak, teraz jeszcze śmiejesz się, nie dowierzasz, że jest we mnie cała masa okrutnej, bezlitosnej miłości, że jest we mnie chęć zadania ci bólu, abyś poczuł to samo pragnienie, co ja. Dopiero, kiedy zauważasz, że niby to przekomarzając się z tobą i nadskakując ci, niepostrzeżenie przywiązałam cię do krzesła – dopiero wtedy zaczyna z wolna dochodzić do ciebie, że nie żartuję.

I zaczynasz się bać… W twoich oczach dostrzegam niepokój, który jeszcze bardziej mnie podnieca. Teraz mam nad tobą władzę, kontroluję twoje ciało i to poczucie daje mi siłę, wielką i dumną siłę, żeby móc tobą gardzić… Mam cię w ręku i mogę zrobić z tobą, co tylko zechcę! Kim wolisz być w tej grze? Wybieraj! Owadem, którego zmiażdżę bez skrupułów? Ciałem, którym nasycę się jak wampir? A może wolisz rolę bezwolnej ofiary rozszarpanej przez drapieżnika?

Jeszcze nie wiem, jaką rolę ci przydzielę, pozostaniesz  w niepewności, aż do chwili, kiedy podejmę decyzję. Na razie chcę ci trochę podokuczać, podrażnić cię, zobaczyć twoją bezsilną złość i wyśmiać ją!

Podchodzę do ciebie blisko i zaczynam rozdrapywać ci ubranie jak rozgniewana kotka. Irytujesz się, kiedy smagam pazurami twoje plecy i nie zważam na okrzyki bólu. Siadam ci na kolanach i odginam głowę w bok. Stawiasz opór, ale w końcu ulegasz. Wgryzam się w twoją szyję tak silnie, że robię na niej maleńką ranę. Zlizuję z niej językiem kropelkę krwi. Jęczysz i prosisz, żebym przestała. Ale ja uciszam cię nurkując głęboko w twoich ustach. Języki wirują w wilgotnym tańcu. Nasze oddechy zaczynają przyspieszać i mieszać się ze sobą.

Całując cię rozrywam ci koszulę i rzucam jak szmatę obok. Jak mężczyzna ssam twoje sutki, wiem, że ty też to lubisz, choć nie jesteś kobietą. Zamykasz oczy i pochłaniasz przyjemność jak roślina wodę. Jednak znowu się szarpiesz, kiedy przygryzam zbyt mocno.

Pieszczę twój pępek. Denerwujesz się, bo złośliwie przeplatając rozkosz z bólem, zaczynam zębami szarpać ci włosy na brzuchu. Wreszcie rozpinam ci spodnie i wyjmuję z nich pasek. Przyda się na później. Jedną ręką biorę twoją dłoń i wkładam palec wskazujący do ust. Gwałcę własne usta twoim palcem. Drugą chwytam twój naprężony już członek i duszę go w rytmicznie poruszającej się obroży moich palców. Czuję jak mu dobrze, kiedy tak się ociera i ociera. Widzę, jak bardzo już jesteś podniecony i dlatego… przerywam to nagle. Wstaję i odchodzę. Odprowadza mnie twój zawiedziony wzrok.

Po chwili wracam i stojąc tuż przed tobą zaczynam powoli się rozbierać patrząc ci w oczy. Zsuwam szybko bluzkę i spódnicę i ukazuję się w czerwono-czarnych koronkach. Mimowolnie oblizujesz usta. Trzymam twój wzrok na uwięzi i powtarzam twój gest: sunę językiem najpierw po wargach, a potem po zębach.

Uwodzę cię na odległość. Przesuwam dłońmi po swoim ciele, gładzę piersi, podkreślam głębokie łuki talii, zjeżdżam do kołyski bioder i obracam się tyłem. Stojąc w rozkroku wypinam pupę w twoim kierunku i kołyszę nią zmysłowo, abyś cierpiał jeszcze bardziej nie mogąc mnie dotknąć. Tak, teraz marzysz tylko o tym, żeby wyrosła ci druga para rąk, rąk tak długich, aby móc mnie dosięgnąć i opleść nimi jak w kokonie.

Biorę do ust dorodne zielone winogrono i odpinam stanik. Masuję piersi, a potem dwoma palcami delikatnie ściskam sutki i bawię się nimi jednocześnie trzymając winogrono między zębami. Owoc pęka nagle zmiażdżony, wyciekający sok spływa mi po brodzie w kierunku szyi i dołka pomiędzy piersiami. Podchodzę do ciebie i pozwalam ci go ze mnie zlizać. Robisz to szybko, łapczywie.

Znowu siadam ci na kolanach i masturbuję cię energicznie. Po chwili klękam ci między nogami i biorę cię w usta. Zanurzam cię w sobie głęboko i szybko, oblizuję gładki, lśniący czubek i omszałe delikatnymi włoskami jądra. Kiedy zaczynasz się wić – przestaję. Teraz zdejmuję koronkowe majtki i mając na sobie jedynie pończochy i podwiązki siadam ci na kolanach. Moja perła nabrzmiewa zdradzając moje własne podniecenie i nieludzką żądzę. Z wielkim zapamiętaniem ocieram się o ciebie, twój penis nurza się w moich włosach, ale…. nie pozwalam ci wejść do środka. Z satysfakcją dostrzegam, że spalasz się we własnym ogniu.

Nadszedł moment kulminacji moich tortur. Zostawiam cię rozżarzonego do granic wytrzymałości i podchodzę do stołu. Biorę z salaterki banana i nożem odcinam ostrą końcówkę. Jednym ruchem zrzucam rzeczy ze stołu i kładę się na nim tak, abyś miał jak najlepszy widok, kiedy zacznę mój spektakl. Ostrożnie i powoli rozchylam płeć i wsuwam owoc między wargi niczym w żarłoczne usta. Wsuwam go i wysuwam najpierw nieco sennym ruchem, aby się oswoić z jego zimną skórką, a kiedy się nagrzewa, zwiększam szybkość i wpadam w magiczny rytm jak w zaklęcie. Moje biodra wirują rozszalałe, a całe ciało dygota w upojnych dreszczach. I wtedy zapominam o tobie. Czuję jak gwałtownie narasta we mnie napięcie niczym rtęć. Wreszcie dosięgam białych gwiazd, wyginam się tak silnie, że banan łamie się we mnie. Żałosny symbol wykorzystanej męskości…

Oszołomiona jeszcze podnoszę się i spoglądam na ciebie zamglonymi oczami. Siedzisz porażony mieszaniną żądzy i wściekłości, twoja twarz próbuje zamaskować wysiłek, jaki wkładasz w powstrzymanie się przed finałem.

Zaspokojona, przeciągam się leniwie, potem biorę raz jeszcze banana do ręki, obieram go i… spokojnie zaczynam jeść. Wtedy wytryskujesz krzycząc i zaciskając powieki jak z bólu. Orgazmiczny prąd przeszywa cię na wylot wstrząsając całym ciałem.

Uśmiecham się z zadowoleniem machając pustą skórką po bananowej rozkoszy. Wiesz, kochanie? Byłeś bardzo niegrzecznym chłopczykiem! Musiałam cię ukarać…

————————–

Fotografia: Paul Himmel

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany.

  • Facebook
  • GoldenLine
  • LinkedIn
  • Nasza Klasa
  • Grono
  • Blip
  • Twitter
  • YouTube